Jurek
Pochodzę z Warszawy. Moja niepełnosprawność wynika z choroby genetycznej, neurologicznej, rzadko występującej – Pląsawicy Huntingtona.
Odziedziczyłem nieprawidłowy gen Huntingtona po tacie. Choć jego objawy były niewidoczne i nie wskazywały na tę chorobę. Rodzice prowadzili firmę rolno-ogrodniczą. Problemy zdrowotne u Mamy i Taty wystąpiły u nich około 60 roku życia. Lekarze stwierdzili, że zbyt dużo pracują. Niestety u mamy stwierdzono początki Alzhaimera, a u Taty w wyniku „przeciążenia organizmu” pojawiły się problemy psychiczne, upór, agresja. Lekarz psychiatra przepisywał leki i Tata pracował dalej. Nigdy nie miał postawionej prawidłowej diagnozy – Choroba Huntingtona.
Dzieci było troje. Siostra Ela, ja i młodsza siostra Wanda. Najstarsza siostra Ela w wielu 40-50 lat zaczęła mieć silne ruchy mimowolne, co wskazywało na typowe objawy pląsawicy Huntingtona. Badanie molekularne potwierdziło diagnozę. Ja i moja młodsza siostra nie mieliśmy żadnych objawów typowych dla tej choroby. Młodsza siostra mieszkała we Włoszech, miała jedną córkę. Nic nie zapowiadało, że mogliśmy odziedziczyć chorobę po Mamie lub Tacie. Byliśmy już w wieku po około 60 lat. Jednak u siostry po wypadku samochodowym i operacji głowy zaczęły pojawiać się zmiany, co łączono z wypadkiem i problemami po operacji. Kiedy zaczęły pojawiać się u niej grymasy na twarzy oraz nieskoordynowane ruchy, to siostra i ja zdecydowaliśmy (dla świętego spokoju) pójść na badanie genetyczne w kierunku Choroby Huntingtona. Decyzja nasza była podyktowana wykluczeniem pląsawicy Huntingtona, choć ryzyko dziedziczenia wynosi aż 50% dla każdego dziecka. Ja poszedłem na badanie w Polsce. Siostra zrobiła badania we Włoszech. Chcieliśmy udowodnić w rodzinie, że ja i młodsza siostra jesteśmy wolni od pląsawicy Huntingtona. Miało to być raczej badanie potwierdzające nasz punkt widzenia i odczucia. Starsza siostra Ela była już w domu opieki. Skoro choroba rzadka, to myśleliśmy, że tylko ona odziedziczyła chorobę po Tacie. Niestety wyniki badań moje i siostry potwierdziły nieprawidłowy gen i obciążenie Chorobą Huntingtona. Siostra zaczęła łączyć objawy choroby: ruchy mimowolne, apatię, depresję, czasami agresję. U mnie takich objawów, jak ruchy mimowolne nie widać. Rzadko jest tak, że troje dzieci dziedziczy chorobę, tak niestety stało się u nas. Moje siostry nie żyją już od kilku lat. Zostałem sam. Moja codzienność to lęk, niepokój, apatia, depresja, tych objawów nie widać. Nie mam dzieci, bliskiej rodziny.
Jest samotność i odosobnienie. Codziennie zastanawiam się:
Czy jest sens rano wstać? Po co iść do lekarza, który nie pomoże? Przecież po panu nie widać choroby. Słowa bolą. Leku nie ma. Ciężko o jakąkolwiek radość. Zmuszam się, żeby wyjść z domu, zmuszam się do codziennych zajęć, po prostu nic mi się nie chce. Brakuje mi siły. Szybko się męczę. Mam ataki paniki. Nie wiadomo co będzie jutro… jak długo będę samodzielny?
Z pomocą przychodzą przyjaciele, znajomi, którzy uważają, że dobrze wyglądam i czasami nie rozumieją, jakie myśli krążą mi po głowie.
Staram się być aktywny w spotkaniach organizowanych przez Stowarzyszenie Huntingtona. Na tych zjazdach chorych na pląsawicę Huntingtona i ich rodzin czuję się lepiej. Wyjeżdżam, bo czuję się choć na krótko mniej samotnie.
Choć nie mam typowych dla pląsawicy ruchów mimowolnych, jak większość chorych, którzy posądzani są o alkoholizm lub odurzenie narkotykami, to ja żyję z ciągłą depresją, nieprzewidzianymi lękami i wewnętrzną paniką.
Trudno żyć, a to jest niewidzialny Huntington.
Monika
Po paru dniach ciągłego zimna pomimo ogrzewania kończyn dochodzi u mnie do owrzodzeń na opuszkach palców, co dodatkowo utrudnia funkcjonowanie jak chodzenie, utrzymanie przedmiotów w dłoniach czy po prostu kontakt z wodą sprawiają ból. Wymienione trudności wynikają nie tylko z zimna, ale i wilgoci oraz stresu.
Nawet latem, kiedy próbowałam pływać w ciepłym morzu czy jeziorze oraz gdy pada letni deszcz dochodzi do niedokrwienia palców. To samo dotyczy sytuacji stresowych – występuje napadowy skurcz naczyń co jest od razu widoczne a przede wszystkim bolesne. Osoby z chorobami autoimmunologicznymi są mniej odporne na stres i pomimo radzenia sobie w różny sposób z napięciem i zdenerwowaniem to nie mam już zbyt dużego wpływu na nasilenie objawów.
Od początku diagnozy stosuję farmakologię, ale obecnie zespół Reynauda utrudnia mi funkcjonowanie prawdę mówiąc cały rok, jednak staram się radzić z tym jak najlepiej mogę, ponieważ jestem mamą cudownego, energicznego 6 latka, który dodaje mi sił.
Anna
Od 11. roku życia żyję z chorobą Addisona, czyli pierwotną niedoczynnością kory nadnerczy. To rzadka i często niezrozumiana choroba, w której mój organizm nie produkuje dwóch kluczowych hormonów – kortyzolu i aldosteronu.
Te hormony zarządzają większością procesów w ciele: regulują ciśnienie krwi, poziom cukru, gospodarkę wodno-elektrolitową, odporność, metabolizm i reakcję na stres.
Bez nich organizm po prostu nie potrafi utrzymać równowagi.
Każdy mój dzień jest podporządkowany rytuałowi przyjmowania leków – hydrokortyzonu i fludrokortyzonu, które zastępują hormony, jakich nie wytwarzają moje nadnercza. Muszę przyjmować je kilka razy dziennie, o ściśle określonych porach, a dawki dostosowywać do sytuacji – stresu, infekcji, wysiłku, upału czy bólu.
Brak wyczucia i czujności może skończyć się tragicznie: zbyt mała dawka lub pominięcie leku może doprowadzić do przełomu nadnerczowego – stanu nagłego, który bez natychmiastowej pomocy medycznej może być śmiertelny.
Życie z chorobą Addisona to nieustanne zarządzanie własnym ciałem. Muszę obserwować każdy sygnał organizmu – wiedzieć, kiedy zwiększyć dawkę, a kiedy odpocząć. Każdy stres, gorączka czy infekcja mogą zachwiać równowagą, dlatego żyję w stałej gotowości i z ogromną świadomością swojego stanu.
Choć na zewnątrz wyglądam jak zdrowa osoba, moje życie to codzienna dyscyplina, planowanie i uważność. Czasem muszę odpuścić, zwolnić, odpocząć – bo ciało jasno mówi, że ma dość.
Ponieważ czasem muszę odpocząć, nie mogę pracować w pełnym wymiarze godzin. Angażuję się natomiast w działania społeczne i wolontariat – to pozwala mi pozostać aktywną, ale daje też elastyczność, której potrzebuję w gorsze dni.
Choroba Addisona to niewidoczna niepełnosprawność. Nie widać jej na pierwszy rzut oka, ale codziennie wymaga ogromnej samokontroli, wiedzy i czujności.
„Tego nie widać, ale towarzyszy mi codziennie”
Amelia
Choruje na zespół Ehlersa-Danlosa (EDS), jest to choroba przewlekła, której kurs leczenia polega na polepszeniu życia pacjenta- w wielu przypadkach medycyna jest w stanie tylko działać objawowo. EDS to grupa zaburzeń w syntezie tkanki łącznej z której buduję nasze ciała, więc ma wpływ na przeróżne organy i układy ciała.
W moim życiu nic nie jest pewne, czy będę w stanie chodzić, utrzymywać jedzenie czy skupić się na prostych zadaniach, dynamika tej niepełnosprawności jest męcząca. Gdy posiadam dobre dni, wciąż nie wyglądają one jak u osoby zdrowej, ale jestem w stanie wyjść do sklepu i zrobić zakupy, uczęszczać na zajęcia, chociaż jest to bolesne i uciążliwe. W złe dni przejście 3 metrów do toalety jest jak wejście na szczyt tatr, a wejście pod prysznic niczym wejście na K-2. Żyje w przewlekłym bólu, który odbiera mi wiele- możliwość integracji z innymi, zwiedzania, a czasem nawet cieszenia się chwilą. Ze względu na moje schorzenie ominęło mnie wiele, wykłady, wakacje, wystawy sztuki, a nawet możliwość zobaczenia się z dalszą rodziną, a nawet odebrało mi możliwość robienia tego co kocham- rysunek i wspinaczka.
Codziennie spotykam się z brakiem zrozumienia, bo przecież jestem młoda i nie wyglądam na schorowaną, często słyszę, że „przecież nie może być tak źle!” lub „na starość to dopiero zobaczysz”. Brzydkie spojrzenia, gdy wchodzę do toalety dla niepełnosprawnych, komentarze, gdy chodzę z laską, a ustąpieniu miejsca w komunikacji miejskiej mogę tylko pomarzyć.
Lekarze często nie biorą mnie na poważnie, notoryczne komentarze o moim wyglądzie i wieku, oraz podważanie mojej diagnozy ze względu na rzadkość występowania choroby. Usłyszałam wiele od specjalistów, lecz jedna sytuacja pozostała mi w głowie, „jestem pod wrażeniem pani, bardzo dobrze pani udaje.” To usłyszałam na wizycie, bo dałam się zbadać, a według lekarza gdybym była w bólu, który opisuje to nie pozwoliłabym na to by się zbadać, był to dzień inauguracji na studiach, o których marzyłam. Jest także druga strona monety- smutek specjalistów, poczucie winy i bezsilności wobec mojego stanu i choroby.
Życie z zespołem Ehlersa-Danlosa jest uciążliwe fizycznie i psychiczne, brak świadomości społecznej o niepełnosprawnościach niewidzialnych utrudnia nam- osoba chorym życie. Proszę więc was, czytających, uzbrójcie się w empatie do innych, jeżeli widzicie osobę, która źle się czuje zaoferujcie pomoc, małe gesty ratują.
O symbolu Słonecznika
Hidden Disabilities Sunflower to międzynarodowy symbol osób z niewidocznymi niepełnosprawnościami rozpoznawalny w wielu krajach świata. Słonecznik nie jest dokumentem ani przywilejem: to dyskretny znak, który mówi „Nie widać moich trudności, ale one są. Dziękuję, że masz cierpliwość”.
Dla organizacji
Jeśli reprezentujesz fundację, stowarzyszenie lub instytucję i chcesz wziąć udział w kolejnej edycji projektu – zapraszamy do kontaktu.
- Profesjonalna sesja fotograficzna.
- Promocja w mediach i na wystawach.
- Członkostwo w programie Hidden Disabilities Sunflower Polska.
Patronat
Kampania NIEWIDZIALNI jest organizowana pod Honorowym Patronatem Prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy. To wyjątkowa inicjatywa, która zwraca uwagę na potrzeby osób żyjących z niewidocznymi niepełnosprawnościami, takimi jak autyzm, choroby neurologiczne, przewlekły ból, zaburzenia lękowe czy choroby przewlekłe, których nie widać na pierwszy rzut oka.
Celem kampanii jest budowanie miasta bardziej otwartego, świadomego i wrażliwego na różnorodność doświadczeń mieszkańców. Dzięki wsparciu władz Warszawy możliwe jest dotarcie do szerokiego grona odbiorców, edukowanie społeczności oraz inspirowanie instytucji, firm i przestrzeni publicznych do tworzenia przyjaznych rozwiązań dla osób z niewidocznymi trudnościami.
Kampania NIEWIDZIALNI pokazuje, że empatia, cierpliwość i zrozumienie mogą realnie zmienić codzienne życie tysięcy osób, czyniąc Warszawę miejscem bardziej dostępnym i bezpiecznym dla wszystkich. Dzięki Honorowemu Patronatowi Prezydenta m.st. Warszawy inicjatywa zyskuje prestiż oraz niezbędne wsparcie, by jej przekaz dotarł jak najszerzej.
Dla administracji publicznej
Chcesz by wystawa NIEWIDOCZNI odwiedziła Twoją okolicę by opowiedzieć o niewidocznych niepełnosprawnościach ?
Skontaktuj się z przedstawicielami Słonecznika Ukryte Niepełnosprawności w Polsce:
© Hidden Disabilities Sunflower Polska • Fundacja Autistic Adults on Tour